Kategorie: Wszystkie | kobieta | mężczyzna | przyjaciółki | związek
RSS
sobota, 21 maja 2011

(Heteroseksualny) Związek idealny mamy wtedy gdy mężczyzna jest mężczyzną a kobieta, kobietą.

 

A w pozostałych sferach? Niechże będą równouprawnieni jeśli wola.

 

Niby nic trudnego, a nie znam, ani jednego.

02:48, jej-zdaniem
Link Komentarze (1) »

Mam ostatnio wrażenie, że strasznie dużo się zmienia. Trudno mi jednak ocenić, czy na lepsze?

00:05, jej-zdaniem
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 maja 2011

 Pojawia się zwykle z nienacka. Taki już jest. Zakrada się. Powoli, cichutko.

Kusi porankiem w ciepłym łóżku, zniechęca do wychodzenia z domu.

 Języki nie są ciekawe. Nie o 8. Nie o 9. Pomyślimy o tym później. 

Podsuwa niezwykle ciekawą książkę, która tydzień temu wydała się durna i zrezygnowałaś z jej czytania. Po jego namowach już wiesz, że wtedy się myliłaś. Musisz przeczytać ją natychmiast, później może nawet zdążysz przejżeć notatki na jutrzejsze dwa kolokwia.

Pojawia się w okolicach sklepowej chłodziarki proponuje   pudełko lodów czekoladowych, Twoich ulubionych, dopisek LIGHT przekonuje, że ich zjedzenie nie obciąży żadnym grzechem Twojego dietetycznego sumienia.

Proponuje sałatkę z "dietetycznej" fety lub mozarelli ( 10% tłuszczu).

Nęci orzeszkami kiedy udajesz się po pomidora. Proponuje latte z bitą śmietaną bo przecież już nawet zapomniałaś, że ją lubisz, zresztą coś Ci się od życia należy. A może ta kawa szarlotkowa z Tchibo?

Ja nawet nie lubię kawy. Chyba, że latte. Albo szarlotkową.

Przekonuje Cię, że masz ochotę na coś chrupiącego

Jest pociągający, sprytny, charyzmatyczny. Nie jest łatwo oprzeć się jego propozycjom.

Kusi.... nęci...

KRYZYS

minął trzeci dzień!

22:08, jej-zdaniem
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 maja 2011

Nasze babskie głowy zajmuje dziś nasza nowa dieta.

Wczoraj zaczęłyśmy we dwie, dziś zaczęła trzecia.

Narazie (co zaskakujące!) żadnych efektów! Jestem na diecie już prawie 40 godzin i o zakazanych produktach pomyślałam dopiero około 3 (słownie: Trzech) milionów razy.

 A brak efektów mnie demotywuje!

Za to Moja-Ulubiona nie zawodzi. Zaczęła dziś rano i jest jeszcze zmotywowana. Teraz motywuje mnie obiecując, że "w lipcu będziemy paradować po słowacji jak dwa lachony".

Wyraziłam śmiałą nadzieję, że "jak" zmieni się w naszym wypadku w "jako", bo wszak nie chcemy wyjść na podróbkę lachona.

 Mam nadzieję, że określenie LACHON nie obliguje do solaryjnej spalenizny i kilometrowych tipsów?

Niech ktoś powie, że nie!

 dopisano wieczorem: nadal nie ma efektów, myślę tylko  o tym co zakazane i niemoralne. I nie mam na myśli czekolady a np. conchiglioni.  ;)

sobota, 07 maja 2011

Byłaś kiedyś całkiem trzeźwa na imprezie? Nie potańczysz bo to drażni kiedy banda spoconych, pijanych młodzieńców "tańczy" wokół Ciebie na sposób orangutani robiąc wszystko żeby "przypadkiem" trochę Cię zmacać. To żałosne kiedy banda podchmielonych panienek z rozmazanym makijażem pręży się i wdzięczy, żeby banda spoconych, pijanych młodzieńców ... i tak dalej.

Dlatego odkąd nie mogę wypić nawet małego piwa nie jestem w stanie dobrze bawić się na tych klubowych spendach.

A strasznie mi tego brakuje.

Już w lipcu mam nadzieję odbić sobie długą przerwę w koncertowaniu klubingu i całej reszcie tego badziewia na bażancie. Piękny słowacki festiwal, jeśli kogoś interesuje wpiszcie w google bazant-pohoda 2011.

Mój - On oczywiście nie jedzie. Zawsze się zastanawiam dlaczego unika takich imprez. Oczywiście podał mi kilka racjonalnych powodów. 

Mam wrażenie, że pojawiły się mniej więcej wtedy kiedy zaczęliśmy być razem a jednak o mnie nie wspomina. Zawsze będzie mnie to zastanawiało.  

Ostatnio chyba łatwiej jest mi rozumieć to, że On gardzi takimi imprezami niż to, że mnie nadal na nie ciągnie.

Ale! Będzie  tam Moja-Ulubiona.

 

I musi być cudownie.

Ja

Kilka dni temu, w zeszłym miesiącu, ale nie miesiąc temu. Mniej więcej wtedy kiedy dopadły nas kwietniowe upały, tuż przed majowym śniegiem. Poszliśmy na spacer w miejsce, które powoli staje się moim ulubionym. Niestety poszliśmy niewłaściwą drogą. Co gorsza, to ja ją wybrałam i nie mogłam później mieć pretensji do NIKOGO (bo po co mieć do siebie pretensje skoro już i tak jestem niezadowolona?)

...  Szliśmy sobie pięknym zielonym wałem, nad rzeką, która podobno nie jest już ściekiem, a  w każdym razie nie śmierdzi tak, żeby mieszczuchy uznały to za zapach dyskwalifikujący ją z ekskluzywnej kategorii "łono przyrody".

Szliśmy spokojnie na "polankę" między wałami gdy na naszej drodze stanął okropny mostek. Ucieleśnienie moich lęków.

Nie dość, że przechylony to nad wodą.

Nie dość, że nad wodą to dziurawy.

Nie dość, że dziurawy to bez poręczy.

Mało tego brązowawy, może przerdzewiały.

Wkroczyłam jednak na mostek trzymając Mojego-Go za rękę po czym w ataku paniki rozpłakałam się jak dziecko. (Wstyd i żenada, dobrze, że pomalowałam tylko rzęsy). Nie wiem jak ale mnie z niego ściągnął, i tak o to nie dostaliśmy się w moje, powoli stające się ulubionym, miejsce.

Dzisiaj poszliśmy tam przełamywać lęki. Przyznaję, że zrobiłam krok do przodu (nawet wiele kroków i przez mostek. Niestety na czworakach, w końcu dopiero uczę się chodzić po  tych potworach. A to dobra pozycja do nauki chodzenia).

Mostek można przekroczyć trzema normalnie-dużymi krokami. Przełożono go  metr (zapewne mniej) nad sunącą leniwie "wodą" o głębokości może 15 centymetrów (wiem bo Mój - On ofiarnie zzuł buty i wszedł do ex-ścieku by mnie uspokoić).

Oswoiłam dzisiaj jeden lęk.

Zaczęłam nową diete.

Dzień byłby dobry, gdyby niemógł być lepszy... CV CV CV

Jednak nie był taki zły. WIDZIAŁAM PIĘKNE BAŻANTY! - moja wiedza ornitologiczna pozwala mi wierzyć, że były bażantami, nie mam jednak pewności, że nie były to kuropatwy. Wykluczam gołębie, sroki, wróble i kury. Goniły się na sposób strusi.

My

Odbyliśmy dzisiaj spacer w miejsce, które powoli staje się moim ulubionym.

Rozwijaliśmy wyobraźnię tworząc z patyczków dzieła sztuki.

On

Wypatrzył i pokazał mi na naszym kocu cudnego zielonego owada, który przekonywał świat (bardzo przekonująco), że nie żyje. Mój-On zwrócił go łące.

 

Dziękuję, za wskazanie błędów.

piątek, 06 maja 2011

dzisiaj

Niektórzy mężczyźni uważają, że nie można zrozumieć kobiety.

Spora grupa kobiet zgadza się z nimi. (Po cichu gdyż przyznanie racji płci brzydkiej na głos i w świetle dnia byłoby nietaktem. Można sobie na to pozwolić tylko w trzech, ściśle określonych sytuacjach, a w związku z kontrowersjami wokół istnienia punktu nazwanego dużą literą i całą tą historią na temat udawania, dwie z nich zdażają się niezwykle rzadko. W obecności terapeuty natomiast, rację (mężczyźnie!) można przyznawać bez obaw).

Zdarza mi się, uważam, że to normalne i w pełni usprawiedliwione gdyż jestem młoda i kobietą, upominać o swoje. Mianowicie od czasu do czasu (od 3 do kilkunastu razy dziennie) lubię słyszeć coś miłego na swój temat. Jeśli więc ludzie, którzy przebywają w okolicy nie sprawdzają się w tej kwesti najlepiej zmuszona jestem "zawracać głowę" Mojemu-Mu.

Staram się jednak być dobra i nie zmuszać go do nadmiernego wysilku intelektualnego.

Niestety zdarza mi się zapomnieć, że zadałam pytanie i czasami nie mam pojęcia o czym Mój-On mówi lub pisze.

Ja: Kto za mną szaleje?

 

Mój-On (po pewnym czasie) ja szaleję, mimo spokojnego usposobienia

Ja: ale coś się stało? dobrze się czujesz?

 

 

o mnie

Jestem: młodą kobietą

Nie jestem: nieszczęśliwa, samotna, brzydka.

o blogu

Zapewne każdy, kto był kiedyś w związku ( umówmy się, że dłuższym niż dwutygodniowy, najlepiej kilkuletnim) zauważył, że nie zawsze łatwo jest się porozumieć.

Nie chodzi o to, że ludzie się kłócą ani o to, że niektóre z nas czasami głowa boli z częstotliwością skłaniającą do wizyty u neurologa.

Chodzi o powody. Po długich rozmowach z Moim-Nim doszłam downiosku, że często mówimy to samo jednak każde z nas ma na myśli coś zupełnie innego.

Bywa to powodem nieporozumień. Niestety nie zawsze są zabawne.

Mam jednak szczęście być Jego-Nią w dobrym związku  i dlatego możemy rozmawiać o wszystkich tych bzdurach roszczących sobie prawo do bycia "poważnymi problemami w związku" i wyjaśniać je najlepiej jak potrafimy.

Jak zapewne się domyślacie nie jest to łatwe.

Niektóre z nich pojawią się na blogu. A inne nie, jeśli akurat uznam, że bardziej istotne będzie pochwalenie się nową dietą cud. Czy co tam jeszcze muszę lubić jako kobieta XXI wieku.